You are here: Home » Motywacja » 9 lekcji życia, które dał mi Bieg Niepodległości – cz. 2

9 lekcji życia, które dał mi Bieg Niepodległości – cz. 2

Jeśli jeszcze nie widzieliście pierwszej części mojego wpisu, klikajcie szybko tu. A teraz pora na poznanie kolejnych lekcji życia, które dał mi bieg niepodległości.

5. Baw się tym co robisz

Cały bieg niepodległości był dla mnie wielką i piękną przygodą. Cieszyłam się z każdego przebiegniętego kroku, z atmosfery, której mogłam doświadczyć, z tego, że po prostu tam jestem. Uśmiech nie schodził mi z ust nawet na chwilę. Jeszcze przed biegiem poznałam tych, którzy stali obok mnie. Zwykły uścisk dłoni i serdeczny uśmiech może znaczyć bardzo wiele. Ci którzy kiedykolwiek brali udział w zawodach wiedzą też, jak cudowną atmosferę tworzą dla nas kibice. Widok machających i dopingujących z pobocza osób sprawia, że pozbywamy się wszelkich barier i uśmiechamy się do nieznajomych, machamy im i przybijamy piątki. O tak, przybijanie piątek to kolejna piękna, biegowa tradycja. Czasem zbiegasz ze środka ulicy tylko po to, by przybić piątkę dzieciakowi stojącemu na poboczu. Zawody dla mnie nie są tylko robotą do odpracowania, sztywnym planem, którego z poważną miną muszę się trzymać. To przede wszystkim przygoda, przynosząca mnóstwo radości. A gdyby tak spróbować traktować jak przygodę nasze codzienne obowiązki? Spojrzeć jeszcze raz na swoją pracę i zakochać się w niej na nowo. Zwyczajnie zacząć cieszyć się tym, co robimy. Czasem trzeba poluzować trochę za ciasno zawiązany krawat i podejść z uśmiechem i zdrowym dystansem do obowiązków, które nas czekają.

6. Doceń to, co już zrobiłeś

Piąty kilometr była dla mnie przełomowy. Wiedziałam, że to właśnie jest odpowiedni czas na to, by zacząć systematycznie przyspieszać. Biegło mi się tak dobrze, że to działo się jakby samo. Nagle zaczęłam mijać coraz więcej osób. Wiedziałam, że jest dobrze. Połowa drogi była już za mną. Pokonałam trudności związane z wolniejszym startem. Meta i cel, do którego dążyłam, był już na wyciągnięcie ręki. Świadomość pokonanych kilometrów, motywowała mnie do tego, by biec coraz szybciej.
Spróbuj w tym momencie pomyśleć o swoim celu. A teraz przypomnij sobie wszystko, co już zrobiłaś, by go zrealizować. Czas na małe podsumowanie. Jeśli jesteś w połowie drogi do celu, nie myśl o tym, ile jeszcze przed Tobą, ale jak dużo już zrobiłeś i ile trudności pokonałeś. Może najwyższy czas, by nabrać wiatru w żagle i z jeszcze większym zapałem biec do przodu, do mety, która jest coraz bliżej. Pamiętaj – szklanka jest w połowie pełna, a nie w połowie pusta.

 

9 lekcji życia, które dał mi bieg niepodległości 2

7. Ciesz się z małych rzeczy

Ostatnie kilometry biegu były, jak spełnienie marzeń. Na 7 kilometrze udało mi się dogonić mojego zająca. Na ósmym już go przegoniłam. Z każdym krokiem czułam, że meta jest coraz bliżej i co najważniejsze – że uda mi się przebiec poniżej godziny. I wtedy w głowie pojawiła się myśl – dlaczego na playliście nie ustawiłam sobie kolejności piosenek, tak by zaraz przed metą usłyszeć mój ulubiony kawałek z Rockiego… Ale czy marzenia nie są właśnie po to, by się spełniały? 🙂 Nie wiem, czy większe było moje zaskoczenie, czy radość, kiedy na kilkaset metrów przed metą usłyszałam w słuchawkach właśnie tę piosenkę. I to po raz kolejny dodało mi skrzydeł. Zwykła, prosta mała rzecz, a dała mi tyle radości. I wiesz co? Chyba właśnie takie zwyczajne, codzienne radości potrafią dać najwięcej szczęścia. Spróbuj zatrzymać się i zauważyć piękno, które kryje się w zwyczajnych dla kogoś innego chwilach. Oddaj się tej radości całkowicie. Jak małe dziecko, które dostało upragniony prezent. Zastanów się ile powodów do szczęścia dał Ci dzisiejszy dzień. Może były to czyjeś miłe słowa, uśmiech, czy po prostu kilka promieni słońca przebijających się przez chmury. Szczęście jest wokół nas. Wystarczy, że zaczniemy je dostrzegać a nasza codzienność nabierze nowych barw.

8. Daj z siebie wszystko

Ostatnie metry. Na horyzoncie widzę już wyraźnie metę. Wszystko inne przestaje dla mnie istnieć. Widzę już tylko mój cel. Zbiegam na lewą stronę i zaczynam mijać kolejnych biegaczy. Daję z siebie wszystko. To już nie jest zwykły bieg, to prawie sprint. Rozkoszuję się tą chwilą i okrzykami kibiców. Dla mnie w tym momencie to już nie jest zwykła ulica i zwykłe zawody. Czuję się co najmniej, jak na igrzyskach olimpijskich. To jest moja chwila, mój mały sukces, mój osiągnięty cel.
Kiedy czujesz, że Twój cel jest na wyciągnięcie ręki, daj z siebie wszystko. Zbierz wszystkie drzemiące w Tobie pokłady energii. Uwierz, że już nic nie jest w stanie Ci przeszkodzić. Uwierz w to, że jesteś zwycięzcą. Nie porównuj się z innymi, nie myśl, że inni szybciej osiągnęli to, na co Ty pracowałeś tak długo. Realizacja celu jest nagrodą samą w sobie. Warto cieszyć się z niej całym sobą.

9. Dziel się sukcesem

Radość i szczęście ma tą ciekawą właściwość, że mnoży się przez dzielenie. Dobrze było po biegu napisać sms-a do tych, którzy trzymali za mnie kciuki. Dobrze było poczuć, że są ze mnie dumni i szczerze mi gratulują. I tyle radości dało dzielenie tego sukcesu z Dawidem, dla którego były to pierwsze zawody. Nie bój się dzielić swoim sukcesem z innymi. Warto mieć wokół siebie przyjaciół i bliskich, którzy wesprą w trudnych chwilach. Jeśli cel, który sobie postawiłeś sprawia, że oddalasz się od znajomych może trzeba zastanowić się, czy jest tego wart. Przyjaźń i miłość powinna być Twoim priorytetem. Samotny sukces nie smakuje tak dobrze jak ten, którym możesz podzielić się najbliższymi.