You are here: Home » Motywacja » Od nienawiści do miłości – czyli jak zacząć biegać

Od nienawiści do miłości – czyli jak zacząć biegać

Poznaliśmy się, kiedy byłam dzieckiem. Pierwsze poważniejsze spotkanie mieliśmy w Podstawówce. Nie od razu było kolorowo. Kilka razy pojawiły się łzy i rozczarowanie. Na studiach postanowiliśmy dać sobie kolejną szansę. Wtedy pierwszy raz poczułam, że możemy zbudować coś na dłużej. Wracaliśmy do siebie, by znów na jakiś czas się oddalić. Aż wreszcie, ponad rok temu poczułam, że nie wyobrażam sobie bez niego życia. Dawid od początku wiedział o wszystkim i chociaż stał z boku, to trzymał za nas kciuki. Ostatnio jednak postanowił się przyłączyć. W ten sposób bieganie stało się naszą wspólną miłością 😉

Znam wiele osób, które mówią wprost, że nienawidzą biegania. Bo męczy, bo jest monotonne, bo kojarzy się tylko z biegiem do porannego autobusu. Kiedyś i ja nie lubiłam biegać. Wyścigi w szkole, na lekcjach wf-u, były najbardziej znienawidzoną dyscypliną, a idei biegu po kopercie nie potrafiłam zrozumieć.  Teraz to mój sposób na dobre zakończenie dnia i coś co daje mi prawdziwego powera. Ale zacznijmy od początku…

Jak zacząć biegać?

Kiedy ja zaczynałam, nie miałam żadnego doświadczenia ze sportem. No może nie licząc krótkiej przygody z łucznictwem i tenisem stołowym. Dużo wtedy czytałam na ten temat i postanowiłam zacząć od polecanych często marszobiegów. Dziś, z pełnym przekonaniem mówię – nie bawcie się w marszobiegi. Takie plany treningowe, trwają zazwyczaj około 10 tygodni. Wtedy dochodzi się do magicznej granicy 30 minut i oficjalnie zostaje biegaczem. Nigdy nie wykonałam takiego planu. Zniechęcałam się zbyt szybko. Za każdym razem, kiedy wychodziłam na trening, czułam się gorsza od tych, którzy byli w stanie biec bez zatrzymywania. To zniechęcało i wybijało z rytmu. Tak było aż do marca ubiegłego roku, kiedy przeczytałam niesamowicie motywujący tekst o… „szuraniu”. Wyobraź sobie, że wychodzisz pierwszy raz biegać. I nie biegniesz, jak w marszobiegach 30 sekund , czy minutę, ale 10 minut. Wiele osób może to przerażać. Mnie też przerażało, ale tam było wyraźnie napisane – dasz radę. Ważne żeby wiedzieć jak biegać, a właściwie „szurać” – czyli biec bardzo spokojnie, prawie w tempie marszu. Satysfakcja, że biegło się bez przerwy, przez 10 minut jest ogromna. Potem przyszło stopniowe zwiększanie szybkości, czasu i kilometrów. Kolejnym krokiem było przygotowanie do pierwszych zawodów – na 5 kilometrów. Teraz stawiam sobie kolejne cele – te bliższe – Bieg Niepodległości i te trochę dalsze – maraton.

jak-zacząć-biegać

Dlaczego wybrałam bieganie?

Endorfiny, adrenalina i uśmiech, który nie schodzi mi z twarzy. Tym dla mnie jest dziś bieganie. Lubię po całym dniu pracy i stresów ubrać adidasy i pójść pobiegać. Kiedy wracam do domu czuję, że wszystkie problemy są o połowę mniejsze. Pamiętam, jak kilka lat temu pierwszy raz wyszłam pobiegać i nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę działa. Biegłam i śmiałam się do wszystkich mijanych ludzi. Bieganie naprawdę odstresowuje i pomaga się zresetować. Jeśli miałeś ciężki dzień zakładaj buty, wyjdź pobiegać – chociaż na 15 minut, a potem wróć i napisz co czujesz 🙂
Biegać można wszędzie i zawsze. Nie potrzebujesz do tego ośnieżonego stoku, siłowni ze specjalistycznym sprzętem, kortu tenisowego czy basenu. Wystarczy otworzyć drzwi i biec tam, gdzie tylko chcesz.
Jest korzystne dla naszego zdrowia – dotlenia organizm, zapobiega nadciśnieniu, wzmacnia serce, które podczas biegowego wysiłku musi bić szybciej.
Pomaga w walce o piękną sylwetkę. Wiele osób zaczyna biegać żeby schudnąć. To bardzo dobry wybór ponieważ biegając spalamy kalorie nie tylko w czasie treningu, ale również po skończonym biegu. W dodatku bieganie świetnie radzi sobie z naszą kobiecą zmorą – cellulitem. I jeszcze jedno – dziewczyny – nie musicie się bać, że przez bieganie wasze nogi staną się dwa razy większe. Tak może się stać tylko u sprinterów, którym zależy na budowaniu mięśni. My zyskujemy jedynie szczupłą i zgrabną sylwetkę.
– I jeszcze jedna, chyba najważniejsza dla mnie zaleta:

Buduj swoją pewność siebie

Nie będę ukrywać, że z wf-u nigdy nie byłam mistrzem. Możecie sobie wyobrazić, jak czuła się mała dziewczynka, a potem nastolatka, która zawsze była wybierana na końcu do gry w siatkówkę, a w wyścigach najchętniej nie brała by udziału, żeby nie zepsuć wyniku swojej drużynie. Nie wierzyłam, że to kiedykolwiek się zmieni. Sport nie jest dla mnie – to zdanie miało się stać moim życiowym mottem. Coś drgnęło na studiach. Pamiętam, jak pierwszy raz biegłam wokół krakowskich Błoń na zajęciach wf-u i nie wierzyłam, że jestem szybsza od innych, że daję radę, że pokonuję samą siebie. To właśnie wtedy postanowiłam spróbować. Dzięki temu czuję się silniejsza nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Postawiłam sobie cel – kiedyś przebiegnę maraton – i wierzę bardzo mocno, że mi się to uda. Zaczynałam od małych kroków. Pokonywałam kolejne bariery. Cieszyłam się, jak dziecko, kiedy przebiegłam pierwsze 30 minut. I chociaż teraz to już standard – wciąż pamiętam to uczucie. Chyba właśnie za to tak kocham bieganie. Kiedy biegasz, pokonujesz samego siebie. Własne słabości, ograniczenia, ból. Z dnia na dzień, z treningu na trening stajesz się coraz silniejszy. Biegasz dalej i szybciej. Coś, co kiedyś było wielkim wysiłkiem zaczyna stawać się tylko rozgrzewką. Uwierz mi – Ty też możesz biegać. Wystarczy zrobić ten pierwszy krok.

Motywacja jest? Jest! W następnym wpisie opowiem Ci, jak powinien wyglądać Twój pierwszy dzień przygody z bieganiem. Do tego czasu popracuj nad zadaniem domowym – rozejrzyj się za butami do biegania 🙂