You are here: Home » Szybka nauka » Czy fiszki nauczą Cię języka?

Czy fiszki nauczą Cię języka?

Jakiś czas temu pisałem o metodzie nauki słówek za pomocą list. Jeśli przebrnąłeś przez ten wpis, to wiesz, że metoda ta kompletnie się nie sprawdza i ma całą… listę wad. Nie jest to moje widzimisię, ale fakt poparty przez ekspertów. Kiedy zdałem sobie sprawę z nieskuteczności tej metody, zacząłem szukać czegoś, co mogło ją zastąpić i trafiłem na metodę opracowaną przez Niemca Sebastiana Leitnera. Jego autorytet zdawał się potwierdzać skuteczność… FISZEK

Czy metoda ta rzeczywiście jest tak rewelacyjna jak zapewniają firmy, które sprzedają tego typu gadżety do nauki języka? W tym wpisie opowiem o moich doświadczeniach z wykorzystania fiszek. Przyswoiłem dzięki nim około 4 tysięcy słówek w tym ponad 1000 ze słownictwa specjalistycznego, tak więc powinno być możliwie obiektywnie.

Na czym polega nauka fiszkami?

Fiszki albo „karteczki” jak zwykła nazywać je moja Mama są skrawkami papieru, wielkości biletu lub sklepowego rachunku, na których z jednej strony pojawia się słowo w języku obcym, czasem wraz ze zdaniem, w którym występuje. Z drugiej natomiast mamy polski odpowiednik. Proste, prawda? Tasujemy talie fiszek ze słówkami których się właśnie nauczyliśmy, patrzymy na pierwszą z brzegu. Widzisz napis „kot” –   banalne myślisz, i rzucasz „cat”, sprawdzasz z drugiej strony i widzisz, że miałeś racje. Fiszkę odkładasz lub chowasz na spód tali. Następny jest „piston” – „hmm chyba uszczelka” myślisz. Odwracasz i widzisz, że jednak nie, piston znaczy „tłok”. Fiszkę chowasz, ale nie na koniec swojej tali jak w poprzednio, ale w środek, by wrócić do niej przed końcem nauki. Sama konieczność tasowania, odwracania karteczek, wprowadza nieco dynamizmu do naszej nauki – przy listach można zasnąć 😉

Fiszki są również świetnym sposobem nauki w parach lub grupach. Można dzięki nim zorganizować swoim pociechom „językowy jeden z dziesięciu”, zachęcając je do nauki przez zabawę. Oczywiście nie może zabraknąć nagród. 🙂

Ucząc się z fiszek nie zapamiętujesz kolejności słów

Kiedy z list słówek przerzuciłem się na fiszki, zdawały się być one dla mnie objawieniem. Przestałem łapać się na tym, że zamiast znaczenia poszczególnych słów zapamiętuje ich kolejność. Wystarczyło przed nauką przetasować talie i problem znikał.

Przygotowanie fiszek jest czasochłonne

Ale to ich zaleta, choć zrozumiałem to dopiero gdy zacząłem korzystać z elektronicznych odpowiedników, o których napiszę niebawem. Rozpoczynając przygodę z fiszkami, w czasochłonności ich przygotowania upatrywałem największą wadę. Przygotowanie codziennie 30-50 sztuk trwało kilkanaście minut i zdawało się być czystą stratą czasu.

W sklepach pojawiały się już wtedy gotowe zestawy fiszek nie byłem jednak nimi zainteresowany z dwóch powodów. Po pierwsze cena rzędu 50 zł za 500 fiszek, które wystarczyły by mi na pół miesiąca nauki była podczas studiów dość zaporowa. Po drugie dostępne w sklepach fiszki nie zawierały interesującego mnie słownictwa. Zwykle było to „1000 podstawowych słów” itp. (choć obecnie można dostać znacznie szerszą gamę). Mnie natomiast interesowało słownictwo pojawiające się w publikacjach, kursach internetowych i CNN.

Z perspektywy czasu widzę, ze nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Samo przygotowywanie fiszek okazywało się świetnym sposobem nauki. Poświęcając chwilę na ręczne stworzenie fiszki, wielokrotnie zapamiętywałem słowo już na etapie jej tworzenia. Później, gdy zabierałem się za naukę, okazywało się, że wiele z „nowych” słów potrafiłem bezbłędnie przetłumaczyć.

Zaletę w czasochłonności przygotowania fiszek można łatwo zauważyć gdy zacznie się używać aplikacji z fiszkami. W programie w ciągu minuty możemy dodać do procesu nauki 50 nowych słów, kompletnie się nie koncentrując na ich pisowni i znaczeniu, a to utrudnia ich późniejsze zapamiętanie.

Czy fiszki nauczą Cię języka?| szybka nauka języków

Nie tworzymy bezpośrednich powiązań

Ucząc się ze standardowych, tekstowych fiszek, nie tworzymy bezpośrednich powiązań w mózgu np. pomiędzy obrazem, smakiem i zapachem jabłka, a słowem „apple”. Uczymy się tylko, że słowo jabłko to po angielsku „apple”. Nie jesteśmy więc w stanie płynnie go używać. Za każdym razem musimy tłumaczyć go z polskiego odpowiednika – tak długo aż zaczniemy go używać automatycznie – o czym pisałem już tutaj.

Jeśli jeszcze raz miałbym się uczyć tą metodą, to przygotowywałbym fiszki na komputerze, zwłaszcza dla rzeczowników. Z jednej strony umieszczałbym zdjęcie, a nie tekst słowa, które chcę opanować – np. zdjęcie jabłka, uszczelki, gwintu, czegokolwiek (wystarczy sięgnąć do Google grafika). Z drugiej – odpowiadające mu słówko w języku obcym. W ten sposób zapamiętałbym, że wytoczony rowek to „thread” lub „gewinde” nie wiążąc go jednak z polskim tłumaczeniem, a fizyczną reprezentacją.

Planowanie powtórek

Powtórki z wykorzystaniem fiszek, są bardziej efektywne i szybsze niż z użyciem list słówek – nie powtarzamy w kółko słownictwa, które znamy dobrze, jednocześnie zbyt rzadko skupiając się na zwrotach ,których za nic w świecie nie potrafimy wbić sobie do głowy. Z drugiej strony są dużo bardziej skomplikowane. (to chyba główny powód dla którego nigdy nie udało mi się przekonać Kingi do sięgnięcia po fiszki)

Do zorganizowania powtórek potrzebujemy pudełka z przegródkami. Obecnie możemy takie dostać kupując gotowe fiszki. Ja jednak postawiłem na DIY 😉 Idea powtarzania fiszek polega na ich dzieleniu na dwie grupy – na te, na które udzieliliśmy poprawnej odpowiedzi i pozostałe. Te „poprawne” wędrują do kolejnej przegródki w naszym pudełku, a te błędne pozostają w pierwszej przegródce. Podczas następnej powtórki, np. następnego dnia, fiszki dzielimy w podobny sposób. Te poprawne idą do następnej przegródki, a błędne zostają gdzie były. W bardziej restrykcyjnym wariancie cofamy je do wcześniejszej przegródki (co ma zapewnić, że utrwalimy je poprzez większą ilość potówek). Po 4-6 powtórkach z pozytywnym rezultatem (przejściu 4-6 przegródek) słowo powinniśmy pamiętać „na zawsze”. Powinniśmy… niestety ta metoda powtarzania ma spory mankament – przede wszystkim nie wskazuje, kiedy powinniśmy wykonać powtórkę. Tony Buzzan w swoich książkach dotyczących szybkiej nauki sugeruje, że pierwsze powtórka powinna być wykonana 10 minut po nauce, szósta miesiąc po niej a siódma pół roku po opanowaniu nowego elementu. My mamy jednak tylko jedną, „ostatnią” przegródkę w naszym pudełku. Wrzucisz więc do niej zarówno słowa, na które udzieliłeś poprawnej odpowiedzi w poniedziałek 28 września, wtorek 29 itp… Niestety bez zaangażowania komputera i dedykowanych temu aplikacji, optymalizacja powtórek jest daremnym trudem, pochłaniającym więcej czasu niż same powtórki.

  • Pingback: Sekret szybkiej nauki słówek - System inteligentnych powtórek SRS | Zorganizowani - Blog o rozwoju osobistym, organizacji i motywacji()

  • To prawda, że z listą słówek uczymy się ich kolejności. Jestem wielką fanką fiszek, ale dla mnie mają jedną wielką wadę (te papierowe). Jako, że często wyjeżdżam, trochę niewygodnie jest je brać na wyjazd:) A korzystasz może z aplikacji duolingo?

    • Faktycznie, transport papierowych fiszek jest dość kłopotliwy. Ja czasem miałem tez opór by
      wyjąć je i uczyć się np. stojąc w kolejce. Pod tym względem aplikacje są znacznie wygodniejsze i… dyskretniejsze 😉
      Duolingo nigdy nie używałem, ale może powinienem? – ta nazwa przewinęła się już z 2 razy w
      komentarzach. 😉 Korzystałem za to z supermemo, etutora i programów takich jak fullrecall gdzie sami wprowadzamy tekst fiszek. Niestety przenoszenie baz pomiędzy programami bywa trudne lub wręcz niemożliwe. Tak więc transferów zbyt wielu nie miałem 🙂
      Dawid

      • Duolingo nie polecam do angielskiego – poziom jest niski. Ale jeśli jesteś na poziomie początkującym lub średniozaawansowanym z innych języków, to zdecydowanie tak. Ja używam właśnie do hiszpańskiego, niemieckiego i norweskiego. I szczerze mówiąc zmotywowałeś mnie i wczoraj zainstalowałam sobie fullrecall 🙂 Zobaczymy jak mi się spodoba. Chociaż zdziwiło mnie, bo wprowadziłam ileś tam słówek, i dostałam je prawie wszystkie od razu do powtórki, a nie do nauki.

        • I jak się fullrecall sprawuje? Ja zwykle wprowadzam do niego słowa z którymi choć przez chwilę się „opatrzałem”. Dzięki temu nie mam problemu przy pierwszej powtórce. To o czym piszesz jest bolączką tego typu oprogramowania – aplikacje pozwalają nam w szybki sposób dodać do procesu nauki mnóstwo nowych słów, których nie znamy. W programie, podczas powtórek trudno jest się ich nauczyć – w końcu aplikacja służy powtórkom, a nie samej nauce.
          Jeśli mogę coś zasugerować, to mi pomaga wklejenie nowo poznanego słowa do google grafika lub youtube’a i poprzeglądanie grafik/wideo – wtedy łatwiej skojarzyć obce słówko z obrazem i dźwiękiem, czasem cytatem lub fragmentem piosenki, w której występuje.
          Dawid

          • Dzięki ! Podoba mi się ten program, codziennie używam. I faktycznie zacznę dodawać do nowych słówek jakąś grafikę. Na razie uczę się tam słówek z niemieckiego. A co do aplikacji Memrise, która zaistalowalam jakieś 10 dni temu – tez mi przypadła do gustu. Ściągnęłam sobie dwa zestawy – angielski zaawansowany i biznesowy i bardzo łatwo wszystko mi wchodzi do głowy 🙂

  • Pingback: Mapy Myśli: 7 kreatywnych zastosowań, nie tylko dla studentów. Sprawdź ile przyda się Tobie! | Zorganizowani - Blog o organizacji, rozwoju osobistym i motywacji()

  • Pingback: Jak uczyć się języka z filmów i nagrań wideo? | Zorganizowani - Blog o organizacji, rozwoju osobistym i motywacji()

  • Ja też bardzo lubię tę metodę 😉 zazdroscilam tym ktorzy usiedli w koncie przeczytali i już wszystko umieli. Ja musialam powtorzyc sobie na glos, wyobrazic itp. Pomagało mi tez chodzenie po pokoju 😉

    • Hehe, ja też lubię chodzić gdy się uczę! Z tego samego powodu (bycia kinestetakiem) fiszki robiłem samemu – pisząc ręcznie sporo zapamiętujemy… 🙂