You are here: Home » Zdrowy tryb życia » 5 błędów, przez które nie potrafisz schudnąć

5 błędów, przez które nie potrafisz schudnąć

Można próbować tygodniami, miesiącami, latami i nie widzieć żadnych rezultatów. Można wciąż zadawać sobie pytanie – dlaczego nie potrafię schudnąć. Można czuć się, jak dziecko we mgle próbując wciąż nowych metod i diet cud. Można też poznać najczęstsze błędy popełniane w walce o wymarzoną figurę i wreszcie osiągnąć zamierzony cel.

1. Mniej nie znaczy lepiej

Widziałam kiedyś bardzo wymowny bilbord – wałeczki tłuszczu wylewające się spod za ciasnych, niedopiętych jeansów i podpis – przyczyną nadwagi jest niedożywienie. Niestety wiele osób wpada właśnie w tę pułapkę. Chcą schudnąć i z dnia na dzień zaczynają jeść coraz mniej. Przez to, coraz częściej myślą o jedzeniu. Zakazany owoc najbardziej kusi. Jeśli przez cały dzień myślisz tylko o tym, że nie możesz jeść, to w końcu nie wytrzymasz i przechodząc obok kiosku kupisz 3 batoniki. Albo zjesz na kolację dużo większą porcję niż zwykle. Twój organizm po wielu godzinach głodówki dostaje jasny sygnał – muszę przygotować się na kolejne ciężkie chwile bez jedzenia. Chce być mądrzejszy od Ciebie, dlatego zaczyna magazynować to, czego wreszcie mu dostarczyłaś. To, jak oszczędności na czarną godzinę tylko zamiast lokaty mamy pięknie wypielęgnowane boczki, wspaniałą oponkę i szerokie bioderka.

2. Jedzenie fit przez które stajesz się fat

Z supermarketowych półek wciąż kuszą nas opakowania płatków, batoników, ciasteczek z wymownymi podpisami i kobietami o tali osy. Kiedy popatrzymy na skład przestaje być tak różowo. Jogurty light mają 50 kcal w 100 gramach, zwykłe jogurty truskawkowe tylko o 10 więcej. Jeśli sprawdzimy skład  jogurtu 0% szybko zauważymy, że brak tłuszczu został zrównoważony dodatkową porcją cukru i chemii. Podobnie jest z batonikami, które mają być fit, a ilość cukru w składzie potrafi odstraszyć. Niestety wiele osób nie sprawdza składów. Wydaje im się, że jeśli zjedzą kilka 0% jogurtów i przegryzą je batonikami z napisem fitness, to wreszcie zaczną chudnąć. Niestety w wielu przypadkach zjadają więcej kalorii niż gdyby sięgnęły po jeden zwykły jogurt – najlepiej naturalny, a batoniki zastąpiły suszonymi owocami.

Jeszcze jedna pułapka dotyczy Coli zero i innych napojów słodzonych aspartamem i słodzikami. Po wypiciu takiego napoju w naszym organizmie dochodzi do spadku cukru, zwiększenia apetytu i znów wpadamy w błędne koło – zaczynamy jeść lub pić więcej.

3. Gdy widzę słodycze…

Słodycze są chyba największą zmora osób, które chcą schudnąć. I nie ma się co dziwić – naprawdę trudno odmówić sobie tej przyjemności. Ale jeśli tylko je ograniczysz zaczną dziać się prawdziwe cuda. Proponuję Ci żebyś już od teraz zaczęła sprawdzać ile kalorii mają Twoje ulubione słodycze, cukierki, ciasteczka. Nawet jeśli nie masz tej informacji na opakowaniu możesz sprawdzić to na stronie ile waży. Pamiętam, jak bardzo byłam zaskoczona, kiedy okazało się, że w 4 czekoladkach Merci jest aż 300 kcal. To praktycznie tyle ile zwykle zjadam na śniadanie. Jeśli do czekoladek dołożysz sobie kilka ciastek Jeżyków masz już prawie porządny obiad… Nie mówię Ci, żebyś rezygnowała ze słodyczy całkowicie. Pamiętasz, co pisałam o zakazanym owocu, prawda? Zamiast tego zacznij je ograniczać. Przykładowo daj sobie limit 150 kcal, które możesz dziennie zjeść w słodyczach. Oprócz tego możesz przerzucić się też na bardziej wartościowe słodycze, np. gorzką czekoladę. Ale taką naprawdę dobrą – z minimum 70% zawartością kakao. Ma ona zdecydowanie mniej cukru i dodatkowo jest naprawdę zdrowa. Zastanów się też, czy nie dostarczasz organizmowi dodatkowej porcji cukru w mocno słodzonej herbacie, sokach czy wodach smakowych. Może warto spróbować zamiast 2 łyżeczek słodzić jedną, zacząć pić 100% soki owocowe lub warzywne. Zrezygnuj też z wód smakowych. Nie wiem, czy wiesz, ale w 1,5 litrowej butelce truskawkowej wody żywiec jest aż 360 kcal – i to praktycznie z samego cukru…

nie potrafię schudnąć

4. Czas na łyk wody

Odchudzanie nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, jeśli nie będziesz wypijać dostatecznej ilości wody. Dwa litry to absolutne minimum, które powinno stać się Twoją codziennością. Brak wody powoduje, że po raz kolejny pytasz samą siebie, dlaczego nie potrafisz schudnąć. Kolejny raz wchodzisz na wagę i widzisz marne efekty, nawet jeśli nie popełnisz pozostałym błędów opisanych w tym poście. Wszystko przez to, że Twój organizm po raz kolejny, podobnie jak w przypadku zbyt rzadkich posiłków, postanawia się bronić. Magazynuje wodę w Twoim ciele. Stąd uczucie obrzmienia. Dodatkowo w wielu przypadkach jest tak, że cellulit – nasza kobieca zmora, również jest spowodowany zatrzymaniem wody w organizmie. Jeśli nie pijesz wody nie wypłukujesz toksyn zgromadzonych w organizmie. I jeszcze jedno – odwodnienie wzmaga uczucie głodu. Jeśli będziesz pić więcej wody nie będziesz musiała ciągle podjadać.

5. Dieta cud nie istnieje

Nowy rok to nowe wyzwania. Tym razem i Ty postanawiasz coś ze sobą zrobić. Wreszcie chcesz osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Spędzasz kilka godzina na przeglądaniu stron internetowych proponujących Ci różne diety cud. Zastanawiasz się, co będziesz jeść na obiad przez najbliższe tygodnie, gotujesz zupę kapuścianą, która będzie podstawą Twojego jadłospisu. Jesteś zdeterminowana i szczęśliwa. Oczami wyobraźni widzisz siebie za pół roku – na plaży, w bikini, z figurą modelki. Uwaga będę brutalna – nie uda Ci się. Nie zrealizujesz swojego marzenia. Nawet jeśli wytrzymasz te kilka tygodni i będziesz katować się dietą kopenhaską lub innym cudownym wymysłem XXI wieku i uda Ci się schudnąć, po 2, 3, 4 miesiącach wrócisz do swojej dawnej wagi. A wszystko dlatego, że nie zmienisz swoich nawyków żywieniowych. Wymarzona sylwetka zaczyna się w głowie.

Nie daj sobie wmówić, że jedna dieta, trwająca kilka tygodni zmieni Twoje życie. Nie musisz się katować i głodzić, by zacząć chudnąć. Droga do wymarzonej sylwetki to nie sprint, w którym liczy się rekordowa szybkość. To raczej długi ultramarton, w którym nagrodę dostają najbardziej wytrwali. Jeśli zaczniesz systematycznie wprowadzać zmiany, o których już tu pisałam zaczniesz widzieć rezultaty. A przede wszystkim zmieni się Twoje podejście do jedzenia. Zamiast diety cud na koniec chcę dać Ci pigułkę – a raczej wiedzę w pigułce:
Jedz regularnie – najlepiej 5 posiłków dziennie, w krótkich 3-4 godzinnych odstępach czasu. Postaraj się jeść mniejsze porcje i rób to powoli, tak, by Twój mózg poczuł, że jesteś najedzona;
– Zacznij czytać składy produktów, które kupujesz. Nie daj się złapać w pułapkę jedzenie fitness, które w wielu przypadkach jest droższe, a w odchudzaniu wcale nie pomaga;
Ogranicz słodycze i słodkie napoje. Zacznij prowadzić dziennik, w którym będziesz notować zjedzone posiłki wraz z ilością kalorii. Możesz skorzystać z tego umieszczonego na stronie ile waży;
– Pamiętaj, by się nie głodzić. Nie rezygnuj ze śniadania, które napędza nasz metabolizm. Jednocześnie pamiętaj, by nie jeść przynajmniej 2 godziny przed snem;
Pij wodę i unikaj słonych potraw, które dodatkowo wzmagają zatrzymanie wody w organizmie, powodują uczucie obrzmienia i cellulit wodny.

 

A jaki jest Twój sposób na wymarzoną sylwetkę?

  • Podpisuję się pod tym co napisałaś. Wiele osób popełnia właśnie te błędy, co kończy się spadkiem motywacji i przeświadczeniem, że osiągnięcie szczupłej sylwetki to mega wyrzeczenie. A wystarczy zastosować zasady o których piszesz, żeby zauważyć efekty. Ja sama też trzymam się podobnych wskazówek i stało się to już moim stylem życia 🙂 Niestety ja popełniam ten grzech, że jem zbyt szybko. To coś nad czym obecnie pracuję:)

    • Czasem wolne jedzenie jest bardzo trudne. Przekonuję się o tym zwłaszcza, kiedy muszę coś zjeść w czasie przerwy w szkole i dodatkowo pilnować dzieci na dyżurze. Ale w pozostałych przypadkach staram się z jedzenia czerpać jak największą przyjemność i delektować każdym kęsem. Kiedy jem powoli, jest to zdecydowanie przyjemniejsze 🙂
      Kinga

  • Przeczytałam i w ogólnym rozrachunku wychodzi, że nie popełniam aż tak wielu błędów. Choć moją zmorą są słodycze 🙂 aczkolwiek w te kwestii też jest o wiele lepiej niż kiedyś 🙂 Staram się ograniczać słodycze przetwarzane z mnóstwem konserwantów na rzecz własnych wypieków czy ciasteczek 🙂 zawsze to odrobinę zdrowsze 🙂 Pracuje nad jedzeniem 5 posiłków, bo nie zawsze tą kwestię udaje się zrealizować głównie z powodu nieregulowanych czasowo obowiązków 🙂 ale wszystko da się wypracować tylko wymaga to odpowiedniej organizacji 🙂 nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez śniadania 🙂

    • No i pięknie 🙂 A co do własnych wypieków i ciasteczek – jak najbardziej jestem na tak. Zawsze możemy dodawać do nich zdecydowanie mniej cukru lub zastępować go miodem. Do tego suszone owoce, które zawierają dużo błonnika a zamiast mąki pszennej kasza – i już mamy zdrowy deser 🙂
      Kinga

      • Oczywiście! 🙂 zgadzam się ze wszystkim co napisałaś 😉 przy okazji zyskujemy jako perfekcyjna pani domu 😉

        Pozdrawiam Milena.

  • ja to wszystko ‚niby’ wiem, ale jakoś tak zapominam… nie potrafię zrezygnować z czekolady, ona jest taka uzależniająca!

    • To spróbuj przerzucić się na gorzką czekoladę – dużo zdrowsza i mniej kaloryczna 🙂
      Kinga

  • ” Twój organizm po wielu godzinach głodówki dostaje jasny sygnał – muszę przygotować się na kolejne ciężkie chwile bez jedzenia. Chce być mądrzejszy od Ciebie, dlatego zaczyna magazynować to, czego wreszcie mu dostarczyłaś.” – Dlaczego u mnie to tak nie działa? 🙁

    • Rozumiem, że chcesz przytyć, tak?:)
      Kinga

      • Taak. Niestety rady na przytycie nie są przeciwne do rad na schudnięcie – a byłoby prościej 😉

  • justa

    znam te rady, ale mimo to jedząc i pijąc lighty udało mi się dużo schudnąć 🙂

    • Bo może w tym wszystkim zachowałaś umiar. To też jest ważne. Jeśli ktoś zastąpi jeden produkt o dużej ilości kalorii jednym produktem light wiadomo, że będzie to dla niego korzystne 🙂 Choć druga sprawa, o której też pisałam – czy warto faszerować się chemią, której często dużo w tych produktach?
      Kinga

  • Mój sposób to sport, sport, sport i jeszcze raz sport. Gdy odchudzanie opiera się na samej diecie, po pierwsze nie jestem tak skuteczne, a po drugie gdy człowiek się trochę porusza, jego ciało wygląda korzystniej, a co najważniejsze, lepiej się czuje. A z Twoimi 5 punktami zgadzam się w 100%.

    • O sporcie nie pisałam, bo wydawało mi się to bardzo oczywiste, ale masz rację – ćwiczenia i ruch są tutaj kluczowe. Ważna jest też regularność i intensywność. Niektórzy myślą, że wystarczy położyć się na podłodze i pomachać nogami przez 15 minut, 3 razy w tygodniu i oczekują cudów. A przecież spalanie tłuszczu zaczyna się dopiero po 20 minutach. No i jeszcze ta intensywność – nie możemy ćwiczyć zbyt łagodnie, ale nie można też przesadzić w drugą stronę. Zbyt intensywne ćwiczenia anaerobowe też nie wiele w tej kwestii pomogą.
      Kinga

  • Zdrowe podejście do tematu i nutka zainteresowania ku temu co jemy buduje świadomość i powala wszelakie mity diet cud i innych magicznych wynalazków! Plus jak amelushka wspomina ruch! Dla mnie to było ogromnym zaskoczeniem jak z czasem stał się dla mnie jedną z głównych życiowych przyjemności. Śle dużo motywacji, pozytywnej energii i siły w dążeniu do zaplanowanych celów. Pozdrawiam ciepło, Daria <3

    • Ja też już nie wyobrażam sobie życia bez biegania więc bardzo dobrze Cię rozumiem 🙂
      Kinga

      • A od kiedy biegasz? Stawiasz sobie jakieś cele?

        • Tak naprawdę regularnie od roku 🙂 Mam za sobą bieg na 10km a teraz przede mną półmaraton w kwietniu 🙂
          Kinga

  • Dana

    Zgadzam się:

    Dieta cud nie istnieje!
    Tylko umiarkowanie w jedzeniu i piciu (szczególnie wszystkiego na słodko). Pozdrawiam 🙂

    • Dokładnie. To zdanie chyba najlepiej streszcza cały wpis 🙂
      Kinga

  • Ja jestem dokładnie tego samego zdania co Ty. Już od dawna korzystam z tych rad, ale zdarza mi się zgrzeszyć. Ja korzystam ze strony tabele kalorii. Łatwiej jest mi się na niej poruszać, ale to kwestia przyzwyczajenia.

  • Niby wszystko wiem, ale że w Merci aż 300 kcal?! Ciężko mi z tą świadomością 😀 Fajne podsumowanie 🙂

    • Ale czasem taka świadomość może nas uratować przed błędami :):)
      Kinga

  • Słodkich napojów nie pije, ale za to czekoladki mnie gubią. Staram się nad tym pracować, ale niestety nie zawsze wychodzi.
    Pozdrawiam 😉

    • Trzymam kciuki, żeby jednak się udało 🙂
      Kinga

  • Zrzucenie kilku czy nawet kilkunastu kilogramów to naprawdę nic trudnego. Potrzeba tylko albo aż silnej woli i świadomości tego, co się robi. 🙂

    Ktoś „mądry” mi kiedyś powiedział, że ćwiczenia 30 minutowe nic nie dają, bo organizm zaczyna spalać tłuszcz dopiero po 30 minutach ćwiczeń i że taki wysiłek jest bez sensu. Jak się okazuje jest to kolejna bzdura – każdy wysiłek fizyczny jest na + dla naszego organizmu. Przekonałam się o tym na własnej skórze, gdy zaczęłam ćwiczyć po 30 minut dziennie i w ciągu 2,5 miesiąca ubyło mnie 10 kilogramów. I wcale nie katowałam się dietą – po prostu starałam się jeść częściej i zdrowiej z małymi grzeszkami. 🙂 Tylko, że ludziom ciężko jest w to uwierzyć bo nasłuchali / naczytali się, że schudnięcie to taki wyczyn jak wygrana w totka. A przecież wcale tak nie jest. 🙂

    • O, to ciekawe co piszesz, bo ja też o tych minutach słyszałam. Tylko, że o 20 a nie 30. Gratuluję, że udało Ci się tyle schudnąć 🙂 Wiesz, ja myślę, że niektórzy poddają się już na starcie. Zaczynają się odchudzać a tak naprawdę nie wierzą, że to przyniesie jakiekolwiek rezultaty. A kwestia samego nastawienia też jest tu bardzo ważna.
      Kinga

      • Kurcze, nastawienie to chyba kluczowa kwestia. 🙂 To się czuje, czy się wytrwa.

  • Zgadzam się, że największy błąd odchudzających się to ograniczanie kalorii. Dopóki nie zrozumieją, że nie liczy się ilość, a jakość pożywienia oraz to na co spożytkujemy energię z posiłku, nigdy nie schudną na stałe. Ja zjadam więcej kcal niż niejeden tłuścioszek, a niezmiennie pozostaję chudziutka (pełnoziarnista dieta roślinna + sport).
    Ps. Ciekawe artykuły, jestem pierwszy raz 🙂

    • Dokładnie. A potem ich organizm na potężnym głodzie zaczyna magazynować wszystkie niezdrowe rzeczy, które pochłaniają i tak nakręca się to całe błędne koło.
      Aż chciałoby się powiedzieć – dziękujemy i zapraszamy ponownie :):)
      Kinga

  • Więcej ruchu ! 🙂 Ciało raz ruszone czuje się szczęśliwsze, czujemy się smuklejsze, efekty są lepsze, to i łatwiej odmówić sobie czekoladki czy nieodpowiedniej przekąski po kolacji. No i alkohol – skubany jest naprawdę kaloryczny. I zachęca do przegryzania. Trzeba zminimalizować.

  • Generalnie jedyną skuteczną metodą dla mnie jest dieta ,,MŻ” czyli mniej żreć. Jem wszystko na co mam ochotę łącznie ze słodyczami, ale w ograniczonych ilościach i do tego aktywność fizyczna. Działa zawsze, nawet po ciąży 😉

    • Tylko z tą mniejszą ilością jedzenia trzeba też uważać, żeby nie wpaść w drugą skrajność i nie zacząć się głodzić. Bo tak jak pisałam, od tego już tylko krok do nadwagi – jeśli nasz organizm zauważy niedobory pokarmu i zacznie je magazynować na czarną godzinę z tego, co właśnie mu dostarczamy.
      Kinga

  • Mój sposób na rozsądną sylwetkę to rozsądek, umiar i aktywność fizyczna. Nie żebym była taka mądra, ale odchudzam się całe życie, i jakby to powiedzieć mam w tej kwestii pewne doświadczenie;)

  • Wszystko jak wyżej plus dużo sportu 🙂 Odpowiednia ilość ruchu zrównoważy nawet drobne grzeszki 😉

  • Przede wszystkim trzeba zacząć jeść zdrowo, czyli unikać konserwantów, sztucznych barwników, aromatów a to już nam wywali z jadłospisu wszystkie kaloryczne i niezdrowe produkty 🙂

  • Odrobina wiedzy, samozaparcia i ruchu 🙂 Taki mój przepis na odchudzanie. No i trochę czasu na samodzielne przygotowanie posiłków, żeby nie znalazło się w nich coś niezdrowego. Bardzo pomocny tekst!

  • Sam niedawno pisałem podobny tekst. Wiele osób uważa, że drastyczna dieta daje najlepsze rezultaty – to nieprawda, tylko wyniszczają swój organizm. Najlepsze rozwiązanie to ścięcie z normalnej diety około 500 kalorii plus wprowadzenie nieco aktywności fizycznej do dziennego plany dnia. Pozwoli to na zejście tygodniowo o około pół kilograma i to jest w miarę optymalne rozwiązanie. Takie rozwiązanie przy minimalnym deficycie kalorii pozwala na stabilne zrzucanie wagi bez „zjadania” przez organizm własnych tkanek.